Tag: publikacja naukowa

  • W szponach Predatora. Jak rozpoznać wydawców drapieżnych, uniknąć pułapki Open Access i zachować reputację w świecie nauki?

    W szponach Predatora. Jak rozpoznać wydawców drapieżnych, uniknąć pułapki Open Access i zachować reputację w świecie nauki?

    Kto przetrwa w świecie, w którym każdy musi publikować, a czasopisma naukowe mnożą się szybciej niż przypisy w doktoracie? Z jednej strony czai się Obcy – pasożyt, który infekuje naukę pseudobadaniami i sztucznym namnażaniem cytowań. Z drugiej – Predator, drapieżny wydawca polujący na nieostrożnych badaczy, kuszący błyskawiczną publikacją i niemal kosmicznym Impact Factorem. Między nimi stoi Autor – naukowiec uzbrojony jedynie w zdrowy rozsądek i sprawdzoną listę wiarygodnych czasopism. W tej walce nie ma efektów specjalnych: są tylko recenzje (albo ich brak) i realne konsekwencje dla reputacji.

    Między otwartością a drapieżnością

    Presja publish or perish – publikuj albo zgiń – stworzyła idealne warunki do narodzin zjawiska, które Jeffrey Beall jako pierwszy nazwał predatory publishing. Ten amerykański bibliotekarz z University of Colorado Denver w 2012 roku uruchomił blog Scholarly Open Access,1 gdzie przez pięć lat prowadził listę tzw. „wydawców drapieżnych”. Wskazywał na czasopisma i platformy, które wykorzystywały lęk naukowców przed wypadnięciem z obiegu – oferując im szybkie publikacje, pozorne recenzje i fałszywy prestiż.

    Beall stał się postacią polaryzującą: dla jednych był obrońcą integralności nauki, dla innych – samozwańczym cenzorem. W 2017 roku jego blog zniknął z sieci, prawdopodobnie pod presją uczelni i środowisk wydawniczych. Jednak pozostawił on po sobie nie tylko katalog wątpliwych tytułów, lecz także ostrzeżenie, które z czasem okazało się prorocze.

    Od papieru do kliknięcia

    Do końca lat 90. świat publikacji naukowych był względnie stabilny. Czasopisma naukowe istniały prawie wyłącznie w wersji drukowanej, a publikowanie opierało się na wieloetapowym, powolnym, ale rzetelnym procesie recenzji. U progu XXI wieku nastąpił jednak kryzys. Era cyfrowa, wraz z wzrostem liczby specjalizacji naukowych, doprowadziła do gwałtownego rozmnożenia tytułów. Ceny subskrypcji rosły szybciej niż budżety uniwersytetów, a biblioteki zaczęły ograniczać prenumeraty.

    Ruch Open Access

    W odpowiedzi na narastający kryzys komunikacji naukowej zrodził się ruch Open Access (OA). Opierał się on na prostym, lecz przełomowym założeniu. Skoro badania są finansowane ze środków publicznych, ich rezultaty powinny być powszechnie i bezpłatnie dostępne dla wszystkich zainteresowanych – naukowców, studentów, instytucji i obywateli. 

    Z czasem idea OA nabrała jednak również wymiaru ideologicznego. Komercyjni wydawcy, tacy jak Elsevier, zaczęli być postrzegani jako symbol „chciwego kapitalizmu nauki”. Z kolei otwarty dostęp stał się nie tylko modelem dystrybucji wiedzy, lecz także manifestem wolności akademickiej. Entuzjazm wokół otwartości nie był jednak pozbawiony konsekwencji. Wraz z rosnącą popularnością OA pojawiły się nowe formy nadużyć.

    Narodziny Predatora

    Ruch OA otworzył nową erę w nauce – a wraz z nią narodził się Predator. Wykorzystując model „autor płaci”, wydawnictwa drapieżne zaczęły koncentrować się na objętości, a nie jakości, dążąc do maksymalizacji zysku. Bariery jakościowe zniknęły: pojawiły się fikcyjne zespoły redakcyjne, recenzje realizowane „w jeden dzień” i fałszywe rady naukowe. Beall nie był przeciwnikiem otwartego dostępu, ale przestrzegał, że model „autor płaci” zawsze generuje konflikt interesów. Jak zauważył, część naukowców chętnie korzysta z usług wydawców drapieżnych. Dlaczego? Bo we współczesnej nauce szybka publikacja zapewnia szybki awans, a liczba artykułów często okazuje się ważniejsza niż ich rzeczywista wartość naukowa.2 Granica między wiarygodnymi a fałszywymi czasopismami staje się niezwykle cienka – niekiedy jest to różnica jednego słowa w nazwie.

    Nauka w cieniu drapieżników

    Beall nazwał zjawisko predatory publishing „największym zagrożeniem dla nauki od czasów Inkwizycji”3. Wydawnictwa drapieżne umożliwiły publikowanie pseudonaukowych opracowań – od fałszywych terapii medycznych po zideologizowane „badania” społeczne. Efekt? Erozja integralności i wiarygodności całego systemu publikowania – zjawisko, które zagraża wiarygodności nauki.4

    Co prawda, większość prac publikowanych w czasopismach drapieżnych jest słabo cytowana, a więc ma ograniczony bezpośredni wpływ na rozwój dyscyplin. Wystarczy jednak, że ich niewielka część zostanie włączona do obiegu eksperckiego lub medialnego, by niesprawdzone wnioski zaczęły realnie wpływać na badania naukowe, przekonania społeczne, a nawet praktykę kliniczną.5

    Gdy badacze mówią: „Usuń mnie ze swojej listy mailingowej”

    Niektóre historie o praktykach predatory publishing brzmią jak żart, dopóki nie okazuje się, że są prawdziwe. W 2005 roku dwóch naukowców z USA – David Mazières i Eddie Kohler – w ramach protestu wobec e-mailowych zaproszeń na podejrzane konferencje naukowe stworzyło parodię artykułu naukowego zatytułowaną Get me off your fu***ing mailing list. Cały tekst składał się z tego jednego zdania, powtarzanego w kółko, także w formie wykresów i ilustracji.6

    Dziewięć lat później, w 2014 roku, australijski profesor informatyki, Peter Vamplew, postanowił użyć tego samego tekstu jako odpowiedzi na spam od czasopisma International Journal of Advanced Computer Technology. Wysłał go z ironią – ale reakcja redakcji przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Artykuł został… „zrecenzowany” i oceniony jako „doskonały”, po czym zaakceptowany do publikacji po rzekomych „drobnych poprawkach redakcyjnych”.7 Trudno o lepszy dowód, że redakcje drapieżnych wydawnictw nie tylko nie czytają zgłaszanych prac – one nawet nie próbują udawać, że to robią.

    Przypadek Anny O. Szust

    Jeszcze bardziej spektakularny był eksperyment przeprowadzony w 2015 roku przez czterech polskich naukowców. Stworzyli oni fikcyjną postać – Annę O. Szust.8
    Badacze sfabrykowali jej CV (wszystkie książki i wydawnictwa w jej dorobku były zmyślone). Następnie wysłali jej kandydaturę na stanowisko redaktorki do 360 czasopism naukowych.

    Wyniki eksperymentu – opublikowane na łamach czasopisma Nature – były w równej mierze absurdalne, jak niepokojące: spośród 360 czasopism aż 48 zaakceptowało Annę O. Szust na stanowisko redaktora naukowego.9 Eksperyment nie tylko obnażył słabość wydawców drapieżnych, lecz także pokazał skuteczność prostego testu. Im szybciej ktoś chce opublikować Twój tekst, tym bardziej warto się zastanowić dlaczego.

    Drapieżność jako spektrum

    Od czasów Bealla pojęcie predatory publishing mocno się rozwinęło. Współcześnie mówi się już nie tyle o prostym podziale na „uczciwe” i „nieuczciwe” czasopisma, ile o spektrum drapieżności.
    Autorzy raportu InterAcademy Partnership z 2022 roku, zatytułowanego Combatting Predatory Academic Journals and Conferences,10 wyróżniają kilka poziomów manipulacji:

    • Czasopisma przejęte (hijacked journals) – podszywające się pod istniejące tytuły, z niemal identycznymi nazwami i stronami internetowymi.
    • Czasopisma kopiujące (re-publishers) – publikujące ponownie artykuły z legalnych źródeł, np. z wydawnictwa OMICS.
    • Czasopisma wprowadzające w błąd (deceiving) – podające fałszywe informacje o recenzjach, opłatach, wskaźnikach wpływu czy składzie redakcji.
    • Czasopisma niskiej jakości (low-quality) – które formalnie nie oszukują, ale ignorują negatywne recenzje lub działają poza deklarowanym zakresem tematycznym (np. wydawnictwo MDPI – Multidisciplinary Digital Publishing Institute).11

    Część tytułów może należeć równocześnie do kilku kategorii – dlatego coraz częściej mówi się dziś o różnych stopniach drapieżności, a nie o prostym podziale na „dobre” i „złe” czasopisma.

    Jak się obronić?

    W świecie, w którym czasopismo naukowe można założyć w jeden wieczór, podstawową tarczą pozostaje krytyczne myślenie. Zanim wyślesz artykuł, skorzystaj z listy dobrych praktyk Think. Check. Submit. Wydawnictwa drapieżne żyją z pośpiechu, więc każda chwila refleksji działa na korzyść autora.

    Weryfikacja

    Pierwszy krok to weryfikacja czy czasopismo jest indeksowane w uznanych bazach, takich jak Scopus czy Journal Citation Report (JCR). Obecność w tych bazach oznacza przejście podstawowej selekcji, ale nie gwarantuje wysokiej jakości naukowej. Wskaźniki Impact Factor czy CiteScore traktuj pomocniczo i porównuj wyłącznie tytuły z tej samej dziedziny i roku. W humanistyce i naukach społecznych pomocne są katalogi ERIH PLUS oraz DOAJ dla czasopism Open Access. Narzędzie SCImago (SJR) pozwala sprawdzić, jak wysoko czasopismo plasuje się w swojej dziedzinie – przypisuje mu tzw. kwartyl jakości (od Q1 do Q4), gdzie Q1 oznacza 25% najlepszych tytułów w danej kategorii, a Q4 – 25% najsłabszych.

    Przy publikacjach Open Access koniecznie sprawdź politykę praw autorskich. W bazie Jisc Open Policy Finder dowiesz się, którą wersję artykułu wolno udostępnić, kiedy (od razu czy po embargu) i na jakiej licencji – co ma kluczowe znaczenie na przykład wówczas, gdy instytucja finansująca Twój projekt wymaga publikacji w otwartym dostępie.

    Sygnały ostrzegawcze

    Rzetelne czasopismo jasno opisuje procedurę recenzji, zasady autorstwa, politykę konfliktu interesów, plagiatu i wykorzystania AI. Na stronie powinna być pełna redakcja i rada naukowa z afiliacjami, konkretne dane kontaktowe, a także informacja o członkostwie w organizacjach takich jak Committee on Publication Ethics (COPE). Braki, ogólniki czy nieaktualne nazwiska to sygnał ostrzegawczy.

    Z rezerwą traktuj e-mailowe zaproszenia do „szybkiej publikacji” czy udziału w „wydaniu specjalnym” (special issue). Deklaracje przyjęcia artykułu w ciągu kilku dni, niejasne lub ukryte opłaty, a także powoływanie się na pseudoindeksy i fikcyjne wskaźniki (np. „Global Impact Factor”, „Universal Impact Factor” lub „Index Copernicus Factor”) to typowe przykłady drapieżnych praktyk.12 Dane porównawcze sprawdzaj wyłącznie w uznanych źródłach (JCR, Scopus, SJR), a w przypadku Open Access dokładnie czytaj informacje o opłatach, licencji i ewentualnym embargu.

    Na końcu najważniejsze: nie kieruj się wyłącznie marką czasopisma ani samymi wskaźnikami. Bardziej wartościowa bywa publikacja w czasopiśmie istotnie czytanym i cytowanym w Twojej społeczności badawczej niż w wysoko punktowanym, lecz tematycznie odległym tytule. W świecie, w którym „Predator” wciąż poluje, najskuteczniejszą obroną pozostaje świadomy wybór i realny kontakt.

    Jan Burzyński

    1. Zob. https://www.scholarlyoa.net/. ↩︎
    2. Jeffrey Beall, „Best practices for scholarly authors in the age of predatory journals”, Annals of The Royal College of Surgeons of England, 2016, 98(2), s. 78. Zob. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5210492/. ↩︎
    3. Jeffrey Beall, „What I learned from predatory publishers”, Biochemia Medica, 2017, 27(2), s. 276. Zob. https://www.scribd.com/document/636861058/27-2-J-Beall-What-I-Learned-From-Predatory-Publishers.
      ↩︎
    4. Kelly D. Cobey and David Moher, „Predatory Journals Threaten the Integrity of Science”, Physics in Canada, Vol. 76, No. 1; https://pic-pac.cap.ca/index.php/Issues/showpdf/article/v76n1.0-a4113.pdf?utm.
      ↩︎
    5. Zob. Bo-Christer Björk, Sari Kanto-Karvonen, J. Tuomas Harviainen, „How Frequently are Articles in Predatory Open Access Journals Cited”, Cornell University: arXiv, https://arxiv.org/abs/1912.10228?utm.
      ↩︎
    6. Całość „artykułu” dostępna tutaj: https://www.scs.stanford.edu/~dm/home/papers/remove.pdf.
      ↩︎
    7. Jeffrey Beall, „Bogus Journal Accepts Profanity-Laced Anti-Spam Paper”. Scholarly Open Access, https://scholarlyo.com/bogus-journal-accepts-profanity-laced-anti-spam-paper/
      ↩︎
    8. Zob. Emanuel Kulczycki, „Kariera drapieżnych czasopism – przypadek Anny O. Szust”, https://journals.pan.pl/dlibra/publication/126610/edition/110495/content/nauka-no-3-kariera-drapieznych-czasopism-przypadek-anny-o-szust-kulczycki-emanuel-2017?language=pl.
      ↩︎
    9. Zob. Piotr Sorokowski, Emanuel Kulczycki, Agnieszka Sorokowska, Katarzyna Pisanski, „Predatory journals recruit fake editor”, Nature, 2017, 543, ss. 481–483.
      ↩︎
    10. Całość dostępna tutaj: https://www.interacademies.org/publication/predatory-practices-report-English.
      ↩︎
    11. Combatting Predatory Academic Journals and Conferences, ss. 28–31. ↩︎
    12. Przykłady podawane przez Think.Check.Submit. Zob. „Identifying Predatory Publishers: A Checklist”, s. 2. https://rcr.ethics.gc.ca/eng/documents/idp-vrr_eng.pdf?utm.
      ↩︎

  • Jak napisać skuteczny cover letter do anglojęzycznego czasopisma naukowego? I dlaczego redakcjom tak na tym zależy?

    Jak napisać skuteczny cover letter do anglojęzycznego czasopisma naukowego? I dlaczego redakcjom tak na tym zależy?

    Edwaert Collier (1640–1707) – trompe l’oeil lettres

    Choć list przewodni (cover letter) sam w sobie nie przesądza o decyzji publikacyjnej, redaktorzy czasopism naukowych zgodnie podkreślają, że ma on istotny wpływ na pierwsze wrażenie związane z przesyłanym tekstem. Nierzadko jest to również pierwszy dokument, który trafia przed oczy redaktora – jeszcze przed lekturą abstraktu czy samego artykułu. W praktyce staje się punktem wyjścia dla wstępnej oceny zgłoszenia. 

    Znaczenie cover letter rośnie zwłaszcza w przypadku czasopism z obszaru humanistyki i nauk społecznych. W tych dziedzinach wartość artykułu rzadziej sprowadza się do bezpośredniej prezentacji wyników badań – jak często bywa w naukach ścisłych – a częściej zależy od sposobu zdefiniowania problemu, przyjętej perspektywy teoretycznej czy logiki wywodu.

    Dlatego, jak podkreśla wielu redaktorów, warto skupić się na przygotowaniu dobrego listu przewodniego nawet wówczas, gdy czasopismo tego nie wymaga!

    1. Po co właściwie jest list przewodni?

    Emilie Wang z wydawnictwa Elsevier – którego czasopisma naukowe otrzymują ponad 3 miliony zgłoszeń rocznie – zauważa, że „choć wiele etapów procesu zgłaszania artykułu ma charakter bezosobowy – co dobrze oddaje realia naszych czasów – list przewodni stanowi wyjątkową okazję, by bezpośrednio powiedzieć coś redaktorowi.”1

    Inaczej mówiąc, list przewodni pełni rolę „pomostu” między autorem a redaktorem prowadzącym. Jak podkreśla Ben Mudrak z American Journal Experts, „list przewodni bynajmniej nie jest zwykłą formalnością; należy go pisać z równą, a być może nawet większą dbałością niż tekst samego artykułu.” 2Pamiętajmy, że nie chodzi tu o streszczenie pracy – od tego jest abstrakt! Chodzi o przekonanie redaktora, dlaczego warto opublikować nasz tekst.

    Główne funkcje cover letter to:

    • Wyjaśnić, dlaczego artykuł jest ważny i aktualny.
    • Wskazać, jak artykuł wpisuje się w profil danego czasopisma lub toczącą się w nim dyskusję.
    • Pokazać, że autor rozumie misję i odbiorców pisma.
    • Potwierdzić, że tekst spełnia wymogi formalne (oryginalność, brak równoległego zgłoszenia lub konfliktu interesów).

    Taylor & Francis, brytyjski wydawca książek i czasopism naukowych, podkreśla, że „starannie napisany list przewodni może zwiększyć szanse, że Twój artykuł przejdzie do kolejnego etapu procesu oceny.”3 To samo przeczytamy na stronie Springera, wydawcy prestiżowego tygodnika Nature: „Dobry listy przewodni pomoże Ci ‘sprzedać’ swój artykuł redaktorowi czasopisma.”4

    Wydawcy i redakcje czasopism nie bez powodu podkreślają znaczenie cover letter. W praktyce redaktor często decyduje, czy wysłać tekst do recenzji głównie na podstawie treści zawartych w liście. Co więcej, jak dodaje cytowana już Emilie Wang z Elseviera, „w wielu czasopismach standardową praktyką jest przekazywanie listu przewodniego także recenzentom”, którzy na tej podstawie mogą lepiej zrozumieć szerszy kontekst artykułu.

    2. Porady praktyczne – jak zwiększyć szansę na pozytywną decyzję redaktora

    1. Zadbaj o podstawowe elementy

    We wszystkich dostępnych poradach na temat przygotowania cover letter powtarzają się następujące, obowiązkowe elementy:

    • Zwrot do konkretnych redaktorów z imienia i nazwiska – redaktora prowadzącego lub naczelnego.
    • Wskazanie nazwy czasopisma, a także tytułu konkretnego numeru (zwłaszcza w kontekście odpowiedzi na Call for Papers).
    • Potwierdzenie kwestii proceduralnych: unikalności materiału i zgody wszystkich współautorów na zgłoszenie. Springer wskazuje, że każdy list przewodni powinien zawierać 2 zdania:
      • We confirm that this manuscript has not been published elsewhere and is not under consideration by another journal.
      • All authors have approved the manuscript and agree with its submission to [wstaw nazwę czasopisma].
    • Potwierdzenie braku konfliktu interesów. Wystarczy proste zdanie:
      • To the best of our knowledge, the authors have no conflict of interest, financial or otherwise.
    • Wzmianka o kwestiach etycznych, jeśli ma to znaczenie dla Twojej dziedziny.
    • Krótkie podziękowanie redakcji za rozważenie przesłanego tekstu – na zakończenie listu.

    2. Dostosuj list do konkretnego czasopisma, zachowaj indywidualność

    Unikaj posługiwania się szablonami listów przewodnich. Choć mogą one pomóc w zrozumieniu ogólnych konwencji tej formy wypowiedzi, Twój własny list powinien zachować wyraźnie indywidualny charakter, aby spełnił swoją funkcję. Warto zadbać o:

    • Uzasadnienie dopasowania tekstu do profilu czasopisma.
    • Wyraźne odniesienie do ostatnich numerów lub bieżącej dyskusji prowadzonej na łamach czasopisma.
    • Nawiązanie do tematyki zgodnej z profilem pisma, zwłaszcza zagadnień rzadziej w nim omawianych, lecz mieszczących się w jego misji.
    • Uwypuklenie aktualności tekstu, zwłaszcza w kontekście bieżących debat, zjawisk społecznych, politycznych lub kulturowych.
    • Zwięzłe wskazanie oryginalnego wkładu (contribution) na tle stanu badań oraz znaczenia teoretycznego, metodologicznego lub empirycznego artykułu.
    • Zaznaczenie potencjału debatotwórczego, wskazanie, jakie pytania lub dyskusje artykuł może otworzyć lub uporządkować.
    • Informację o rzetelności i unikalności materiału badawczego, jeśli stanowi on istotny atut tekstu.

    Należy też sprawdzić, czy czasopismo określa konkretne wymagania dotyczące cover letter. Jeśli tak – trzeba je koniecznie spełnić! Jak słusznie zauważa Tonya Thompson z Servicescape, „jeśli pominiesz informacje, o które prosi redakcja, możesz osłabić swoją wiarygodność jako badacza jeszcze zanim ktokolwiek zajrzy do Twojego artykułu.”5 Innymi słowy, zignorowanie instrukcji redakcyjnych może prowadzić do desk rejection – czyli odrzuceniem artykułu przed wysłaniem go do recenzji – niezależnie od wartości merytorycznej samego artykułu.

    3. Pilnuj poprawności językowej i trzymaj się zwięzłości

    List przewodni musi być wolny od błędów językowych i literówek. Nawet drobna pomyłka może obniżyć Twoją wiarygodność w oczach redaktora – jeśli cover letter, czyli dokument mający „sprzedać” Twój tekst, jest przygotowany niedbale, łatwo założyć, że podobnie wygląda cały artykuł.

    Pamiętaj, że redaktorzy otrzymują ogromną liczbę listów i artykułów, dlatego im krótszy i mniej rozwlekły tekst, tym lepiej. Wydawnictwa i czasopisma zwykle zalecają 150–200 słów. Dłuższe listy, sięgające 300 słów, bywają akceptowane, ale należy to do rzadkości.

    4. Zachowaj profesjonalny ton, unikaj „reklamowania” swoich badań

    Unikaj przesadnej autopromocji, opisywania swoich badań lub perspektywy jako „novel”, „first ever”, „paradigm-changing”, „unprecedented”, „groundbreaking” czy „revolutionary”.6 Redaktorzy czasopism odbierają takie zwroty jako przesadzone, a przede wszystkim świadczące o tym, że nie potrafisz obiektywnie ocenić wartości własnej pracy. Lepiej postawić na zwroty typu „rarely discussed”, „insufficiently addressed”, „refining current understanding of…” czy „contributing additional evidence to…”. Oczywiście używajmy takich zwrotów tylko wówczas, gdy mamy pewność, że są prawdziwe, a nie na wyrost.

    5. Skonsultuj swój list z inną osobą

    Warto pokazać swój list komuś innemu – w końcu piszesz do odbiorcy, a nie tylko do siebie. Najlepiej, żeby była to osoba o podobnych zainteresowaniach badawczych, ale mniej zorientowana w Twoim konkretnym temacie. Taki czytelnik z pewnością wychwyci fragmenty brzmiące niejasno, zbyt ostro, zbyt skromnie albo przesadnie. Powie też, czy Twój list jest faktycznie przekonujący. A jeśli nadal będziesz mieć wątpliwości, możesz skorzystać z pomocy profesjonalnych redaktorów.

    3. Czego unikać? Najczęstsze błędy

    Zgodnie z rekomendacjami wydawnictw i redaktorów należy unikać:

    • Zbyt długiego streszczenia pracy, zwłaszcza kopiowania abstraktu.
    • Żargonu i akronimów, czyli słownictwa utrudniającego odbiór.
    • Korzystania z gotowych szablonów zamiast gruntownego przemyślenia, co chcemy powiedzieć.
    • Subiektywnych i przesadnych ocen własnych badań, a także czasopisma (np. your esteemed/prestigious journal7).
    • Informacji niezwiązanych z artykułem, takich jak  motywacje osobiste, przyznane granty itp.
    • „Rzucania nazwiskami” (name-dropping), czyli wyliczania kogo się zna i z kim się współpracowało. 
    • Krytykowania innych czasopism czy recenzentów, którzy wcześniej odrzucili tekst.
    • Żartobliwych/humorystycznych sformułowań – nigdy nie wiadomo, jak zostaną one odebrane, mogą też świadczyć o niepoważnym potraktowaniu zgłoszenia.

    4. Różnica między abstraktem a listem przewodnim

    Pamiętaj, że list przewodni nie może powielać treści abstraktu, gdyż pełni inną funkcję. Abstrakt streszcza, o czym jest artykuł, list przewodni wyjaśnia, dlaczego to ważne. W liście przewodnim nie skupiamy się na szczegółach teoretycznych czy metodologicznych, ale pokazujemy związek naszego artykułu z profilem czasopisma. Abstrakt i list przewodni wspólnie tworzą przekonującą wizytówkę publikacji.

    W poniższej tabeli podsumowujemy najważniejsze różnice między tymi dwoma rodzajami dokumentów.

    Abstrakt i list przewodni – główne różnice

    ElementAbstraktList przewodni
    CelPrzedstawienie treści artykułu: kontekstu teoretycznego/empirycznego, hipotez, metod, wyników.Przekonanie redaktora, że warto opublikować artykuł.
    AdresatCzytelnicy, inni badacze, bazy indeksacyjne i wyszukiwarki.Redaktor prowadzący, recenzenci.
    StylObiektywny, rzeczowy, informacyjny.Uprzejmy, profesjonalny, lekko perswazyjny.
    Czego unikaćDługich opisów, opinii, kontekstu osobistego.Powtarzania abstraktu, przesadnych sformułowań i „rzucania nazwiskami”.
    Typowe elementy obowiązkoweNajważniejsze wyniki badań; kluczowe liczby/fakty.Tytuł artykułu, uzasadnienie dopasowania do profilu czasopisma, potwierdzenie oryginalności i braku konfliktu interesów.
    Długość150–300 słów (zależnie od wytycznych czasopisma).Zwykle 150–200 słów (2–3 krótkie akapity).

    Podsumowanie

    Dobrze przygotowany list przewodni to narzędzie strategiczne – krótkie, ale wpływowe. Pozwala redaktorowi szybko zrozumieć znaczenie i wartość artykułu, a autorowi zaprezentować profesjonalizm i świadomość kontekstu publikacyjnego. Dla polskich badaczy chcących skutecznie publikować za granicą to jeden z najprostszych sposobów, by zwiększyć szanse na przyjęcie tekstu do recenzji, a następnie do publikacji.

    Jan Burzyński

    ***

    Chcesz otrzymać bezpłatny e-book Grupy Mowa?

    Zapisz się do naszego newslettera, klikając tutaj.


    1. Emilie Wang, „How to prepare a cover letter for journal submission”, Elsevier Author’s Update 2024, https://www.elsevier.com/connect/dear-editor-we-enclose-our-paper-for-your-kind-consideration.
      ↩︎
    2. Ben Mudrak, „Writing a cover letter”, American Journal Experts, https://files-aje-com.s3.amazonaws.com/www/row/_assets/docs/Writing-a-cover-letter-AJE-2015.pdf.
      ↩︎
    3.  „How to write a cover letter for journal submission”, Taylor & Francis, https://authorservices.taylorandfrancis.com/publishing-your-research/making-your-submission/writing-a-journal-article-cover-letter/.
      ↩︎
    4. „Cover letters”, Springer, https://www.springer.com/gp/authors-editors/authorandreviewertutorials/submitting-to-a-journal-and-peer-review/cover-letters/10285574?srsltid=AfmBOoo7U68c2mgPwQKdwIxuF8Ww_JUMPzhdIiMbhYjUVIl5IQ3LUHOx&.
      ↩︎
    5. Tonya Thompson, „5 Tips for Making the Most of Your Journal Submission Cover Letter”, Servicescape Blog 2019, https://www.servicescape.com/blog/5-tips-for-making-the-most-of-your-journal-submission-cover-letter.
      ↩︎
    6. Część tych określeń została zaczerpnięta z „How to Write a Cover Letter for Journal Submission”, Wordvice Blog 2024, https://blog.wordvice.com/journal-submission-cover-letter/.
      ↩︎
    7. Zob. Caryn Jones, „Writing effective cover letters for journal submissions”, Think Science,  https://thinkscience.co.jp/en/articles/writing-journal-cover-letters. ↩︎

  • STEM vs. HSS: na czym polega dobra redakcja w różnych dyscyplinach naukowych?

    STEM vs. HSS: na czym polega dobra redakcja w różnych dyscyplinach naukowych?

    The Sciences and the Arts, Adriaen van Stalbemt or Hieronymus Francken the Younger, link

    W świecie akademickim często mówi się o potrzebie „dobrej redakcji” tekstów naukowych. Ale co właściwie oznacza „dobra redakcja”? Dla redaktora językowego, tłumacza czy autora nie jest to pojęcie uniwersalne – jego znaczenie zmienia się w zależności od dziedziny. To, co w jednej dyscyplinie uznawane jest za wzorcowe, w innej może zostać odebrane jako zbyt uproszczone, nadmiernie złożone lub po prostu błędne. Szczególnie wyraźnie widać to w napięciu między stylem akademickim w naukach ścisłych i przyrodniczych (STEM), a tym charakterystycznym dla humanistyki i nauk społecznych (HSS).

    Redakcja w STEM: klarowność, precyzja, zwięzłość

    W tekstach z zakresu nauk ścisłych, technicznych i przyrodniczych głównym celem jest przekazanie danych, metodologii i wyników w sposób jednoznaczny i możliwy do replikacji. Struktura tekstu jest z reguły sztywno określona, zwykle wg zasady kompozycyjnej znanej jako IMRAD, o której pisaliśmy w osobnym artykule. Styl powinien być funkcjonalny, często bezosobowy, z większą akceptacją dla strony biernej – niekiedy aż do granic sztuczności – co wynika z dążenia do bezosobowej, „obiektywnej” narracji właściwej tym dyscyplinom:

    Dobra redakcja tekstu naukowego w dziedzinach STEM oznacza m.in.:

    • Usunięcie zbędnych ozdobników stylistycznych, takich jak idiomy, metafory czy sformułowania nieostre semantycznie – wszystko, co może wprowadzać wieloznaczność lub rozpraszać uwagę czytelnika skupionego na treści merytorycznej.
    • Redukcję pierwszoosobowej perspektywy, zwłaszcza w partiach opisowych i wynikowych – na rzecz stylu bezosobowego lub konstrukcji w stronie biernej, które sprzyjają neutralności i skupieniu na danych, nie zaś na autorze.
    • Weryfikację i ujednolicenie terminologii technicznej, ze szczególnym uwzględnieniem nazw własnych, specjalistycznych fraz, skrótów i jednostek występujących w literaturze danej dziedziny – redakcja powinna zapewniać zgodność z aktualnym stanem wiedzy i słownictwem stosowanym przez środowisko badawcze.
    • Dbałość o przejrzystość logiczną wywodu, tj. spójność między kolejnymi etapami argumentacji, czytelne wprowadzanie hipotez, wyraźne wskazanie założeń, wyników i wniosków – bez nadmiernych dygresji czy przeskoków tematycznych.
    • Analizę sposobu prezentacji danych ilościowych i wizualnych, w tym tabel, wykresów i diagramów – ich forma powinna być zgodna z konwencjami publikacyjnymi, jednoznaczna i czytelna nawet bez komentarza w tekście głównym.
    • Zapewnienie zgodności z wymogami redakcyjnymi konkretnego czasopisma lub wydawnictwa, które często narzucają ściśle określony układ, styl cytowań, formatowanie tabel, objętość streszczenia czy konwencje zapisu bibliograficznego.

    W redakcji tego typu tekstów kluczowe jest nie tyle „upiększanie” języka, ile eliminacja niejednoznaczności, nadmiaru dygresji oraz nieprecyzyjnych sformułowań. Styl powinien być możliwie neutralny i „przezroczysty” – tak, by nie odciągał uwagi od danych, metod i wniosków, lecz ułatwiał ich jasne i logiczne przedstawienie.

    Redakcja w HSS: styl, argumentacja, głos autora

    W humanistyce i naukach społecznych teksty są zwykle mniej sformalizowane i bardziej indywidualne. Autorzy budują narracje, stosują metafory, cytaty i aluzje kulturowe, a istotne jest nie tylko cojak, lecz także dlaczego. Nawet w bardziej rygorystycznych czasopismach – jak w naukach ekonomicznych czy społecznych – dopuszcza się figuratywny język i perspektywę pierwszoosobową, zwłaszcza we wstępie i zakończeniu, gdzie autor może zaznaczyć swoją obecność. W tradycji anglosaskiej teksty z zakresu HSS nie mają być jedynie podsumowaniem dotychczasowej wiedzy. Przede wszystkim wnoszą nową, autorską perspektywę do dyskusji. Tylko niektóre redakcje mocniej ograniczają taką narrację.

    Dobra redakcja tekstu naukowego w dziedzinach HSS oznacza m.in.:

    • Wspieranie stylu i głosu autora, zamiast ich ujednolicania. Jeśli autor świadomie używa języka figuratywnego czy eseistycznego, redaktor powinien go wzmacniać, o ile nie koliduje to z wymogami czasopisma lub wydawnictwa. Często zaleca się dominację strony czynnej i narracji pierwszoosobowej. Tekst to raczej kolejny głos w dyskusji niż synteza wiedzy na dany temat.
    • Precyzyjna weryfikacja terminologii, z uwzględnieniem różnic między szkołami i tradycjami myślenia, a także zwyczajami panującymi w piśmiennictwie danej dziedziny. Wymaga to dobrej znajomości literatury przedmiotu, kontekstów i dużej czujności interpretacyjnej.
    • Wysoką wrażliwość stylistyczną, obejmującą nie tylko poprawność, lecz także rytm, ton i retorykę. Styl ma służyć argumentowi, a nie go osłabiać.
    • Świadome zabiegi na kompozycji tekstu, podporządkowane logice argumentacji lub – gdy to konieczne – dostosowaniu do wymogów formalnych, tak by nie zatracić jego indywidualnego charakteru.
    • Uwzględnianie kontekstu kulturowego i językowego. Redaktor może zaproponować dodanie przypisów wyjaśniających lokalne odniesienia kulturowe, idiomy, koncepcje czy nazwiska nieoczywiste dla czytelnika spoza danego kręgu. 
    • Dbanie o spójność narracyjną i użycie cytatów, by jasno oddzielić głos autora od przywoływanych źródeł i uniknąć nadmiernego kolażu cytatów i parafraz.

    Oczywiście również w HSS istotne jest zachowanie zgodności z wymogami formalnymi i edytorskimi konkretnego czasopisma czy wydawnictwa. Jednak w przypadku tekstów humanistycznych i społecznych wymogi te w znacznej mierze dotyczą sfery korekty (proofreading, formatowanie), a w mniejszym stopniu samej redakcji merytorycznej i stylistycznej (copyediting). Dla redaktora pracującego w HSS równie ważna, jak poprawność językowa, jest umiejętność wyczucia stylu, tonu i specyfiki dyskursu danej dziedziny. To zadanie, którego nie da się sprowadzić do prostych reguł czy listy parametrów. Wymaga wrażliwości interpretacyjnej, umiejętności weryfikowania propozycji redakcyjnych w literaturze przedmiotu i gotowości do dialogu z autorem.

    Punkt sporny: między strukturą a ekspresją

    Współpraca między redaktorem a autorem — zwłaszcza w przypadku tłumaczeń lub tekstów interdyscyplinarnych — często bywa źródłem nieporozumień. Autor z obszaru humanistyki może uznać, że redaktor „zbyt spłaszczył” tekst, eliminując cenne niuanse i naruszając rytm wywodu. Z kolei autor reprezentujący nauki przyrodnicze może mieć pretensje, że redakcja nie oczyściła wystarczająco tekstu z dygresji czy nadmiaru słów.

    Tymczasem dobra redakcja nie jest mechanicznie stosowanym szablonem. To akt interpretacji, uwzględniający:

    • Celu komunikacyjnego – przekonanie recenzentów, popularyzacja, raport grantowy.
    • Profilu odbiorcy – wąskie grono specjalistów, interdyscyplinarna komisja, szeroka publiczność.
    • Ram gatunkowych i formalnych – artykuł naukowy, rozdział monografii, abstrakt konferencyjny, wniosek grantowy.

    Wnioski: redaktor jako tłumacz między światami

    W modelowym ujęciu redaktor (lub tłumacz) nie ogranicza się do roli wykonawcy drobnych poprawek ani mechanicznego „czyszczenia” tekstu. Wspiera autora na poziomie językowym i komunikacyjnym, rozumiejąc nie tylko terminologię, lecz także styl wypowiedzi i konwencje retoryczne właściwe danej dyscyplinie: od sposobu kształtowania autorytetu, przez organizację wywodu, logikę i strukturę gramatyczną zdań, aż po subtelności – i granice stosowania – środków stylistycznych.

    Profesjonalny redaktor potrafi też precyzyjnie odczytać i wdrożyć wymogi formalne narzucone przez czasopismo, wydawnictwo czy aplikację grantową, często działając z precyzją edytorskiej mikrochirurgii. W erze badań interdyscyplinarnych i transdyscyplinarnych, zdolność do „przełączania się” między różnymi rejestrami akademickimi, stylami argumentacji i oczekiwaniami instytucji staje się kluczową kompetencją – a zarazem standardem edytorskiego profesjonalizmu.

    Jan Burzyński

    ***

    Chcesz otrzymać bezpłatny e-book Grupy Mowa?

    Zapisz się do naszego newslettera i odbierz bezpłatny e-book! Kliknij tutaj.

    Aby dowiedzieć się, jak możemy wesprzeć Cię w Twojej pracy naukowej, zajrzyj tutaj.

  • Jak przygotować monografię zbiorową do redakcji językowej? Dobre praktyki i kompletna checklista

    Jak przygotować monografię zbiorową do redakcji językowej? Dobre praktyki i kompletna checklista

    Monografie zbiorowe należą do najczęstszych form publikacji naukowych – i zarazem do najbardziej wymagających pod względem redakcyjnym. Gdy nad jednym tomem pracuje wielu autorów, nietrudno o niespójności: od stylu cytowania i odniesień bibliograficznych, przez zapis terminów, aż po formatowanie tekstu. Choć doświadczony redaktor językowy potrafi zapanować nawet nad największym chaosem, wiąże się to z ogromnym nakładem pracy, wyższymi kosztami i realnym ryzykiem przeoczenia drobnych, lecz istotnych niekonsekwencji. Dowiedz się, jak przygotować monografię zbiorową do redakcji językowej.

    Z perspektywy redakcyjnej – opartej na wieloletnim doświadczeniu zespołu Grupy Mowa – warto już na wczesnym etapie prac ustalić wspólne standardy. Nawet jeśli nie wiadomo jeszcze, w którym wydawnictwie zostanie opublikowany tom (a tym samym jakie będą obowiązywały wytyczne edytorskie), spójnie przygotowany materiał pozwala znacznie sprawniej przeprowadzić redakcję i korektę, a także późniejsze dostosowanie tekstów do wymagań konkretnej serii wydawniczej. Co więcej, dzięki wyeliminowaniu konieczności ujednolicania podstawowych elementów formalnych – takich jak zapis cudzysłowów, interpunkcji czy kursywy – redaktor może skoncentrować się na rzeczywistych problemach językowych i merytorycznych, co zwiększa jakość opracowania i ogranicza ryzyko przeoczeń.

    Profesor Jessie Moore, doświadczona redaktorka prac zbiorowych, podkreśla, że należy „przekazać autorom arkusz stylu wydawnictwa i wszystkie dodatkowe wytyczne, a następnie wyznaczyć im konkretny termin na przejrzenie i poprawienie tekstów.”1 To oczywiście słuszne stwierdzenie, jednak nasza praktyka pokazuje, że lepiej jest streścić podstawowe wytyczne – spisać zasady dotyczące tych elementów, które są najbardziej powtarzalne i najcięższe do ujednolicenia.

    Główne wyzwania redakcyjne

    Wśród kluczowych problemów związanych z redakcją pracy zbiorowej często wymienia się:

    1. Niespójny styl pisania i formatowania
      Każdy autor używa własnych nawyków językowych i edytorskich, co prowadzi do różnic na poziomie interpunkcji, pisowni, kapitalizacji, typów nagłówków, formatowania list, stylów cytowania i innych tego rodzaju elementów.
    2. Niejednolite słownictwo i terminologia
      Autorzy mogą różnie nazywać te same pojęcia, stosować rozbieżne warianty pisowni lub odmiennie definiować kluczowe terminy.
    3. Różnice w strukturze rozdziałów
      Poszczególne teksty mogą mieć odmienne układy – jedni autorzy tworzą rozbudowane wstępy i zakończenia, inni pomijają je całkowicie. Część stosuje śródtytuły, inni tworzą ciągłe bloki tekstu.2

    O każdy z tych aspektów warto zadbać już na samym początku pracy nad tomem. Najlepiej działać wg konkretnej, ale nie nazbyt szczegółowej checklisty.

    Co należy ujednolicić przed oddaniem tomu do redakcji językowej?

    Poniżej przedstawiamy kluczowe obszary, w których warto przyjąć jednolite zasady zapisu już na etapie przygotowywania materiałów. Ograniczyliśmy się do zagadnień, które najczęściej sprawiają trudność redaktorom. Im mniej reguł, tym łatwiej je zapamiętać – a naszym celem nie jest nadmierne obciążanie autorów. Wczesne doprecyzowanie zasad znacząco usprawnia pracę redakcyjną i ogranicza ryzyko problemów na dalszych etapach publikacji. Choć to zazwyczaj redaktor naukowy tomu odpowiada za przekazanie autorom obowiązujących standardów, troska o spójność leży również w interesie autorów. Jeśli nie otrzymali wytycznych, warto zawczasu o nie poprosić.

    0. Ustalenie konwencji redakcyjnej

    • Skonsultuj się z redaktorem prowadzącym po stronie wydawnictwa.
    • Jeśli miejsce publikacji nie jest jeszcze znane, należy wybrać i wskazać tymczasowy standard edytorski.
    • Redaktor naukowy powinien poinformować autorów o przyjętej konwencji redakcyjnej.

    1. Styl cytowań i zapis bibliograficzny

    • Wybór jednej formy cytowania: przypisy dolne czy cytowania w nawiasach (np. APA, Chicago).
    • Ujednolicenie zapisów bibliograficznych: kolejność elementów, interpunkcja, formatowanie tytułów (kursywa lub cudzysłów – podwójny czy pojedynczy), zapis imion i nazwisk oraz nazw wydawnictw.
    • Sposób zapisu cytatów: w cudzysłowie (określić rodzaj) lub jako cytaty blokowe (np. dla fragmentów dłuższych niż dwa wiersze). W przypadku cytatów blokowych należy  zastosować jednolity styl ich formatowania w dokumencie.
    • Jeśli wprowadzamy przypisy, należy określić pozycję numeru przypisu względem znaków interpunkcyjnych (rekomendujemy umieszczanie numeru po znaku).

    Mniej istotna na tym etapie jest jednolitość czcionki, interlinii i wcięć akapitowych.

    2. Wariant języka angielskiego

    • Wybór jednej odmiany języka angielskiego: British English czy American English.
    • W przypadku tekstów autorów anglojęzycznych wiele wydawnictw dopuszcza wariant mieszany – warto to jednak wcześniej potwierdzić.

    3. Formatowanie tekstu

    • Spójna struktura tytułów, nazwisk autorów oraz nagłówków poszczególnych sekcji tekstu.
    • Jednolite formatowanie cytatów blokowych (jeśli występują).
    • Ustalenie sposobu wyróżnienia (kursywa lub tekst rozstrzelony).
    • Ograniczenie formatowania dodatkowego (pogrubień, podkreśleń, kolorów), chyba że pełni ono funkcję strukturalną.

    Mniej istotny jest wybór kroju czcionki.

    4. Terminologia i transliteracja

    • Lista podstawowych słów kluczowych tomu. 
    • Spójny zapis terminów obcojęzycznych w całym tomie.
    • Ujednolicenie systemu transliteracji (np. z cyrylicy, alfabetu greckiego).
    • Zasady zapisu dat, jednostek miary i liczb dziesiętnych (kropka czy przecinek).

    5. Abstrakty i słowa kluczowe

    • Ustalenie, czy każdy rozdział powinien zawierać abstrakt i słowa kluczowe.
    • Określenie długości abstraktu (np. liczba znaków).
    • Ustalenie orientacyjnej liczby słów kluczowych.
    • Jednolita forma i formatowanie tych elementów.

    6. Ujednolicenie formy podpisów pod tabelami, wykresami i ilustracjami

    • Stosowanie jednolitego stylu podpisów (np. czcionka, rozmiar, pogrubienie, kursywa).
    • Zachowanie konsekwentnego układu: np. „Rysunek 1. Tytuł”, „Tabela 1. Opis”.
    • Ustalona lokalizacja podpisów względem obiektu (np. pod wykresem, nad tabelą).
    • Numeracja obiektów (np. Tabela 1, Tabela 2…) zgodna z kolejnością ich występowania w tekście.

    Parametry techniczne materiałów graficznych (rozdzielczość, format, sposób opisu) można ustalić na etapie składu.

    7. Współpraca z redaktorem

    • Jasne określenie zakresu prac redakcyjnych: język, struktura, bibliografia, formatowanie.
    • Wskazanie elementów, które mają pozostać niezmienione (np. autorskie sformułowania, specjalistyczna terminologia).
    • Przekazanie redaktorowi przykładowego rozdziału lub notatki redakcyjnej ze spisem zasad.
    • W razie wątpliwości warto skontaktować się z redaktorem już na wczesnym etapie przygotowywania tomu.

    Podsumowanie: checklista dla redaktora tomu

    Krótko mówiąc, przed przekazaniem tomu do redakcji językowej, warto sprawdzić, czy:

    • Wszyscy autorzy stosują jednolity styl cytowań i bibliografii
    • Ustalono spójne zasady dotyczące cudzysłowów, przypisów i interpunkcji
    • Wybrano jeden wariant języka angielskiego (BrE/AmE)
    • Formatowanie tekstów oraz struktura nagłówków są jednolite
    • Każdy rozdział zawiera abstrakt i słowa kluczowe w ustalonym formacie
    • Terminologia, daty i transliteracje są zapisane zgodnie z przyjętym standardem
    • Istnieje wzorcowy rozdział lub dokument określający zasady redakcyjne
    • Skonsultowano z redaktorem językowym zagadnienia, które tego wymagały

    Jan Burzyński, Eleonora Joszko

    ***

    Aby dowiedzieć się, jak możemy wesprzeć Cię w Twojej pracy naukowej, zajrzyj tutaj.


    1. Jessie L  Moore, „Academic Book Publishing: Editing Collections.” Center for Engaged Learning, Elon University, 15.02.2022: https://www.centerforengagedlearning.org/academic-book-publishing-editing-collections/. ↩︎
    2. Zob. Blue Leaf Team, „How to Edit an Academic Edited Collection (and Stay Sane)”, 30.07.2025: https://blueleafediting.com/how-to-edit-an-edited-volume/. ↩︎

  • Publikuj tam, gdzie chcesz

    Publikuj tam, gdzie chcesz

    Czyli jak redakcja tekstów anglojęzycznych może otworzyć Ci drzwi do sukcesu

    Kiedy piszesz pracę naukową, każda myśl jest na wagę złota – to dlatego język, którym się posługujesz, jest równie ważny jak zawartość merytoryczna. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, gdy chcesz publikować po angielsku i musisz pokonać barierę językową. Niektóre artykuły nigdy nie ujrzały światła dziennego mimo wybitnych odkryć czy przełomowych badań, które opisywały. Nie dlatego, że czegoś im brakowało. Nie dlatego, że nie były wystarczająco dobre, ciekawe lub odkrywcze. Powodem odrzucenia tekstów przez czasopisma anglosaskie bardzo często są błędy, które polscy naukowcy popełniają podczas pisania. Dowiedz się, jak tego uniknąć.

    Nie wpadnij we własne sidła

    Wielu naukowców, którzy biegle posługują się językiem angielskim w codziennej komunikacji, wierzy, że ich umiejętności okażą się wystarczające także w piśmiennictwie akademickim. Specyfika tekstów naukowych, zwłaszcza tych przeznaczonych do publikacji w prestiżowych czasopismach, stawia jednak przed nimi zupełnie nowe wyzwania. Problemem nie są bowiem rażące błędy, które natychmiast zauważy każdy czytelnik, lecz nawyki, które stosujemy nieświadomie. Pewne słowa czy konstrukcje wydają się polskim autorom powszechne, ale po zbyt dosłownym tłumaczeniu na język angielski stają się sztuczne, trudne w odbiorze, a nawet niezrozumiałe.

    Często spotykanym przykładem takiego nawyku jest nadużywanie przyimka of, kiedy zdanie w języku polskim zawiera sekwencję rzeczowników w dopełniaczu. Zdanie „Ocena znaczenia wpływu technologii na rozwój społeczeństwa” możemy przetłumaczyć jako „The evaluation of the significance of the impact of technology on the development of society”. W teorii taki przekład znaczy to samo; w praktyce – wygląda dziwnie, prawda? Możemy zatem użyć dopełniacza saksońskiego (Saxon genitive), aby zdanie brzmiało bardziej naturalnie: „The evaluation of technology’s impact on society’s development”.

    Z czego wynika taka skala tego zjawiska?

    Nasze doświadczenie pokazuje, że często tak jest po prostu łatwiej. Saxon genitive wydaje się polskim autorom trudniejszy, może dziwnie wyglądać, a przede wszystkim wymaga przestawienia szyku zdania. Trzeba wiedzieć, kiedy dodać literę „s” po apostrofie, a kiedy zostawić sam apostrof. Prościej jest więc napisać łańcuszek of, bo to nie zmienia wyglądu wyrazów ani nie wymaga ich przestawiania. Takie nawyki bywają jednak kosztowne:  zamiast skupić się na treści, recenzent grzęźnie w formie.

    Czasami autor postanawia samodzielnie przetłumaczyć swój tekst. Wtedy przekład często okazuje się zbyt długi, a sens – rozmyty. Zwykle wynika to z tłumaczenia dosłownego, słowo po słowie, bez znajomości zasad i konstrukcji typowych dla rodzimych użytkowników. Krótko mówiąc, w języku polskim często korzystamy ze złożonych konstrukcji, np. z czasownikiem „mieć” i rzeczownikiem („mieć wpływ”). Gdy przenosimy je na język angielski w sposób dosłowny, uzyskujemy rozwlekłą frazę „to have an impact”. Taki styl niepotrzebnie wydłuża tekst oraz rozmywa zawartość merytoryczną. Czytelnik, a wcześniej recenzent, musi przedzierać się przez nadmiar słów, co nuży i zniechęca. Tymczasem można po prostu użyć krótkiego czasownika „to impact”. Taki zabieg sprawi, że tekst stanie się zwięzły i dynamiczny oraz będzie brzmiał naturalnie.

    Innym błędem, który często zauważamy, jest zbyt duże zaufanie do sztucznej inteligencji. Zdarza się, że osoba wyszukująca informacje w internecie poprzestaje na pierwszym wyniku wyszukiwarki, aby przyspieszyć pracę. Powszechne jest na przykład korzystanie z AI Overview – narzędzia Google, które zbiera i podsumowuje najważniejsze informacje na zadany temat. Niestety zdarzają się mu pomyłki i „halucynacje”, o których piszemy tutaj. Przykładowo, AI Overview może poprawnie wymienić dzieła pisarza, o którego zapytasz, ale jednocześnie pomylić jego imię. Jeśli więc przeoczysz ten szczegół i nie zweryfikujesz uzyskanego wyniku, możesz nieświadomie popełnić błąd merytoryczny.

    Złote zasady pisania po angielsku

    Aby ułatwić Ci ten trudny proces pisania po angielsku, przygotowaliśmy zasady, które towarzyszą nam w codziennej pracy z tekstem:

    • Subject + verb + object

    Używaj prostego i przejrzystego szyku zdania: podmiot + orzeczenie + dopełnienie. Takie zdania łatwiej zrozumieć.

    • Active voice

    Zawsze używaj strony czynnej, a nie biernej. Jest ona bardziej dynamiczna, bezpośrednia i przejrzysta.

    • Simple present tense

    Używaj czasu teraźniejszego prostego, który uchodzi za najbardziej neutralny i formalny. Podkreśla też aktualność myśli i stanu wiedzy.

    • Avoid progressives and gerunds

    W języku angielskim progressives to formy ciągłe czasownika, np. „is doing”, a gerunds to rzeczowniki utworzone od czasownika z końcówką -ing, np. „doing”. Lepiej ich unikać, bo pogarszają dynamikę zdań i czynią je bardziej zawiłymi.

    • Be concise

    Pisz zwięźle i nie powtarzaj się. Nadmiar słów zaciemnia sens i obniża jakość tekstu.

    • Be formal

    Używaj formalnego stylu i słownictwa. Teksty akademickie powinny być profesjonalne i precyzyjne. Przykład: zamiast a lot of, używaj many lub numerous.

    • Use linking words

    Używaj słów łączących (np. however, moreover, thus, therefore), które pomagają logicznie powiązać zdania i akapity.

    • Prefer paraphrases

    Zamiast cytowania, staraj się parafrazować cudze myśli. Dzięki temu udowadniasz, że rozumiesz treść, a nie tylko ją kopiujesz.

    Siła przejrzystego języka: redakcja tekstów anglojęzycznych

    To właśnie na tym polega największe wyzwanie. Jako autor doskonale znasz swój tekst – wiesz, co chcesz przekazać. To naturalne, że nie zauważasz nawykowych błędów – szczególnie tych, które kopiujesz z konstrukcji polskich. Twoje oczy pomijają te błędy, bo mózg doskonale wie, co masz na myśli. Niestety oko recenzenta dostrzega to, co dla Ciebie stało się niewidoczne.

    Co zatem zrobić, jeśli chcesz, by Twój tekst w języku angielskim był przezroczysty dla native speakera? Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze – zleć korektę specjalistom. Redakcja tekstów anglojęzycznych może otworzyć Ci drzwi do sukcesu. Nie chodzi o to, by zmieniać Twój styl, lecz o to, by oczyścić tekst. Indywidualność i precyzja nie ulegają w tym procesie degradacji, a tekst zyskuje lekkość i naturalność angielszczyzny. Dzięki temu recenzent w pełni skupi się na merytorycznej treści pracy i odniesie się do niej co najwyżej w ramach procesu drobnych poprawek (minor reviews). W ten sposób język staje się tylko przejrzystym nośnikiem Twoich myśli.

    Według naszych statystyk redakcje czasopism naukowych akceptują 98% tekstów po korekcie specjalistów bez konieczności wprowadzania dalszych poprawek językowych. Każda praca naukowa zasługuje na to, by przedstawić ją w jak najlepszej formie.

    Kiedy recenzent czasopisma widzi tekst językowo mocny, potrafi przejść do porządku dziennego nad niedociągnięciami merytorycznymi. A jeżeli takie znajdzie, to jego uwagi będą o wiele przydatniejsze. Słowem, po redakcji językowej dostaniesz co najwyżej minor reviews.

    Weronika Skierska

    ***

    Chcesz dowiedzieć się więcej o naszych usługach? Sprawdź ofertę redakcji tekstów anglojęzycznych.

  • Odpowiedzialność za słowa ponosi człowiek. AI a redakcja tekstów akademickich

    Odpowiedzialność za słowa ponosi człowiek. AI a redakcja tekstów akademickich

    W świecie, w którym naukowcy często są przytłoczeni presją czasu i obowiązków, pojawia się pokusa, by w redakcji i tłumaczeniu tekstów naukowych zdać się na sztuczną inteligencję. Ale czy rzeczywiście można w ten sposób zastąpić ludzkie wsparcie? To trochę tak, jakby przy wyborze imienia dla dziecka zdać się wyłącznie na automatyczne podpowiedzi w wyszukiwarce. Wynik? Statystycznie trafny, zgodny z trendami, ale pozbawiony serca, sensu i indywidualności.

    Kim jest redaktor językowy?

    Naukowcy są przeciążeni obowiązkami administracyjnymi, prowadzeniem projektów, dydaktyką oraz presją systemu publikacyjnego. W takich warunkach pokusa, by przyspieszyć proces pisania i redagowania przy pomocy AI, jest zrozumiała. Publikacja naukowa to wszakże nie tylko samo opracowanie merytoryczne tekstu. To również znalezienie odpowiedniego czasopisma lub wydawnictwa, napisanie proposalu, listu przewodniego, biogramu czy materiałów opisowych, następnie zaś prowadzenie korespondencji z redakcją… A wszystko to najczęściej pod presją nieubłaganych deadline’ów.

    W takiej sytuacji często zwyczajnie brakuje czasu, by dopracować tekst językowo. W wielu przypadkach, zwłaszcza przy publikacjach w języku obcym, brakuje też odpowiednich kompetencji. Dlatego decydujemy się na zlecenie tej pracy komuś – lub czemuś! – innemu. W istocie kwestia, czy to jest ktoś, czy coś, okazuje się kluczowa.

    Redaktor jest bowiem nie tylko wykonawcą poprawek. Jest także pierwszym zaangażowanym czytelnikiem, który podchodzi do tekstu z życzliwą, ale wymagającą perspektywą. O wartości i odbiorze tekstu nie decyduje przecież głos maszyn. Decyduje o nim głos kolejnych czytelników: recenzentów, członków redakcji wydawnictw i czasopism, komisji oceniających wnioski grantowe, a w końcu naukowców, którzy będą cytować nasz tekst.

    Kto odpowiada za słowa?

    Sztuczna inteligencja nie odpowiada za swoje sugestie. Jeśli zaproponowane zmiany zniekształcą sens, wprowadzą niezamierzoną dwuznaczność, błędny lub niewłaściwie nacechowany termin, albo zostaną wykryte przez narzędzia antyplagiatowe bądź detektory AI, pełną odpowiedzialność za ich konsekwencje ponosi wyłącznie autor. Tymczasem redagujący tekst ludzie są sami odpowiedzialni za zmiany, które proponują – ręczą za nie swoją reputacją. W końcu to właśnie zaufanie, które zdobywają wśród autorów, jest fundamentem ich zawodowej wiarygodności. Dlatego redaktorom – w przeciwieństwie do algorytmów – naprawdę zależy na końcowym efekcie.

    Jak redaguje sztuczna inteligencja?

    Jak zauważa dr Zain Hassan, specjalizujący się w AI i data science, duże modele językowe, na których opiera się współczesna sztuczna inteligencja, „bywają żartobliwie określane jako zaawansowane autouzupełnianie. I słusznie”1. Na podstawie analizy statystycznej ogromnych zbiorów danych tekstowych narzędzia AI proponują najbardziej prawdopodobne – najczęściej występujące – rozwiązania.

    W tym sensie mogą być one przydatnym wsparciem dla prostych czynności – uporządkują akapit, wyłapią typowe błędy, czasem podsuną trafniejsze sformułowanie. Ale równie łatwo mogą wszystko zepsuć2. Dlatego w pracy nad tekstem akademickim nie powinny zastępować ludzi – redaktorów. Są oni nie tylko językowymi rzemieślnikami, lecz także jednymi z pierwszych zaangażowanych czytelników i życzliwych towarzyszy autora.

    To redaktor stara się naprawdę zrozumieć, co chcemy wyrazić w tekście – i pomaga sformułować myśl możliwie najprecyzyjniej. Nie narzuca gotowych formuł, lecz szuka sensu. Nie poprawia „po swojemu”, ale wspiera głos autora – indywidualny i osadzony w kontekście. Bo niezależnie od tego, ile zrobi za nas algorytm, ostateczna odpowiedzialność za tekst spoczywa zawsze na człowieku.

    Jan Burzyński

    ***

    Więcej o sztucznej inteligencji i jej roli w redakcji tekstów akademickich pisaliśmy tutaj.


     

    1. Zain Hassan, „Retrieval Augmented Generation (RAG)”: https://www.coursera.org/learn/retrieval-augmented-generation-rag/lecture/hlhBO/introduction-to-llms. ↩︎
    2. Zob. ciekawą analizę Ariane Peveto, „The Hidden Costs of AI Copyediting Tools: An Editor’s Review”: https://janefriedman.com/the-hidden-costs-of-ai-copyediting-tools-an-editors-review/. Jak zauważa autorka w konkluzji tekstu, „W swojej obecnej formie narzędzia oparte na sztucznej inteligencji nie są precyzyjnymi narzędziami redakcyjnymi i nie należy ich tak traktować. Jeśli jesteś zawodowym pisarzem i rodzimym użytkownikiem języka angielskiego, takie narzędzia z większym prawdopodobieństwem zniszczą niż ulepszą Twoją prozę”. ↩︎